niedziela, 2 września 2018

Dzik jest dziki, Dzik jest zły...

Mówiono nam, że Toffik i Karmelek, zwani początkowo Dziczkami, nigdy się nie oswoją, że nie mają szans. Że jedyne co można dla nich zrobić po kastracji, to pozwolić im wrócić na ulicę, bo tam będą szczęśliwsze niż w towarzystwie człowieka. 

Kocurki są dziećmi dzikiej kotki miejskiej. Bardzo późno poznały człowieka, miały wtedy około 5 miesięcy, podczas gdy socjalizacja z człowiekiem ma szanse powodzenia, gdy zacznie się przed 12 tygodniem życia.

Cóż. Moim zdaniem kotki rokowały. Gdy przebywały na fundacyjnym szpitaliku, leczone przed zabiegiem, chodziłam do nich na "sesje" głaskania, żeby je przekonać, że człowiek może być fajny.

A potem, gdy nie było dla nich żadnej innej opcji, wzięłam je do DT na dalszą socjalizację.

Filmik przestawia Toffika w początkowym etapie jego socjalizacji. 
Widać to przerażenie człowiekiem ;)

Efekt socjalizacji? Karmelek to ukryty miziaczek. Niby płochliwy, ale jednak co rusz wystawia brzusio do miziania. 
"tu mnie miziaj" - Karmelek

Tofficzek dotyku człowieka nie lubi, no chyba że jest to transakcja wiązana - z pełną miseczką w zamian. Albo z zabawą (ale to tylko w stosunku do wybranych osób). Woli jednak zachować lekki dystans...
Tofficzek czuje się bezpiecznie w DT. Uwielbia towarzystwo naszego Ryjka.

Jednak kiedy patrzę na ten słodki duet, mam pewność, że są szczęśliwymi i zrelaksowanymi kotami:)

Relaks by Toffik

Ulubione zawody chłopaków:
chwycić jakąś część odzieży opiekunki i potraktować jako podusię do spania.
Na zdjęciu Karmelek na swojej zdobyczy, w trakcie podłogowej drzemeczki :)


Toffik i Karmelek szukają wspólnego domu.

Domek musi mieć zabezpieczony balkon, gotowość do podpisania umowy adopcyjnej i doświadczenie połączone z rozumieniem specyficznych potrzeb kotków - mimo ogromnego postępu jaki słodkie Dziczki poczyniły w domu tymczasowym, nigdy nie będą nakolankowymi mruczusiami. Kochają ale na swój koci sposób :)

Kontakt przez formularz kontaktowy na tej stronie.

środa, 15 sierpnia 2018

Albin Wspaniały


Wspaniały Albin, za którym bardzo tęsknimy. Nasz pierwszy, naj naj naj najwspanialszy i najukochańszy tymczasek, już od ponad trzech lat mieszka na swoim. Trafił mu się cudny dom z kocim kumplem Toruniem i właścicielami naprawdę kochającymi koty. Dzięki fundacji, dostaliśmy najnowsze wiadomości i zdjęcia, i pozdrowienia. 
Binuś jest szczęśliwym kotem. Zaprzyjaźnił się z kocim rezydentem. Jest kochany przez swoich opiekunów. Ma super warunki i piękny osiatkowany balkon, na którym wyleguje się w słońcu. Dostaliśmy też wiele pięknych zdjęć 😍 
Cudownie go zobaczyć tak dobrej formie. Wygląda na naprawdę szczęśliwego 💗 


Dla takich chwil warto być domem tymczasowym... 😁


Pozostaje tylko mieć nadzieję, że nasi aktualni podopieczni - Kicia oraz koci bracia Toffik & Karmelek znajdą równie wspaniałe domki 😀
Album adopcyjny Kici: tutaj
Album adopcyjny Toffika & Karmelka: tutaj

Więcej o wspaniałym kocie Albinie TUTAJ.

wtorek, 14 sierpnia 2018

Sezon ogórkowy ...

... podobno jest akurat w pełni. 

Ludzie albo właśnie wrócili z urlopu i próbują się otrząsnąć po powrocie do pracowej rzeczywistości, albo się na urlop właśnie wybierają. W tle majaczy konieczność szykowania szkolnej wyprawki. Codzienność. O czym nikt lub prawie nikt w tych okolicznościach nie myśli? 

O powiększaniu rodziny, zwłaszcza gdyby nowym jej członkiem miał być jakiś przecudny nawet futrzak.
Zaprzyjaźniona fundacja potwierdza ten fakt patrząc na swoje statystyki adopcyjne. 
Ja potwierdzam patrząc na Kicię. 

zdjęcie autorstwa Magdy Kasjaniuk
Jej ogłoszenia robią furorę, wiele odsłon, lajków, wiele osób obserwuje, czasem nawet komuś się wyrwie pochopna deklaracja, że się już zakochał w tych kocich oczętach i już daje dom. Ale na deklaracjach się kończy... Jakoś nikt nie podejmuje konkretnych kroków, aby to swoje "zakochanie" sprawdzić czy potwierdzić konkretnymi krokami w ramach procedury adopcyjnej.
Mimo że Kicia jest moim "własnym" tymczasem, zdecydowałam się na proces adopcyjny według standardów fundacyjnych, co oznacza i konkretne wymogi (na przykład bezpieczny balkon), i umowę do podpisania. Chcę mieć pewność, że po tylu miesiącach czekania Kicia trafi w naprawdę dobre ręce :)
Zgodnie z moim dotychczasowym doświadczeniem, bazując na tym, ile czasu spędzili w naszym DT Albin i Lukrecja, Kicia powinna znaleźć dom jesienią. Zobaczymy na ile sprawdzą się "prognozy".

A Kicia, niczego nieświadoma, korzysta z uroków lata na naszym balkonie...

Więcej zdjęć Kici w jej albumie adopcyjnym TUTAJ.

niedziela, 5 sierpnia 2018

Kicia z Babic

Taka oto kocia pięknota, o urodzie poczciwego dachowca i nieprzeciętnym charakterze, mieszka sobie u nas od jakiegoś czasu. I rozgląda się za domkiem ... 

Jak do nas trafiła? To dość skomplikowana historia. 

W wielkim skrócie to było tak:
Głodna i bezdomna Kicia przyplątała się do zaprzyjaźnionego warsztatu samochodowego. Panowie mechanicy zorganizowali jej tymczasowe lokum na zapleczu i nieźle ją odkarmili. Niestety, mimo najlepszych chęci, warunki mieszkaniowe Kici nie były optymalne. W ciągu weekendu, kiedy warsztat był zamknięty, Kicia również była zamknięta sama w jednym z pomieszczeń. A w ciągu tygodnia, kiedy panowie przychodzili do pracy, brama warsztatu stała otworem i Kicia miała od niej jakieś 5m do drogi krajowej. Bardzo ruchliwej drogi krajowej.

Kiedy zorganizowałam dla Kici zabieg sterylizacji, porozumieliśmy się też z szefem warsztatu, że poszukamy jej nowego domu, w którym będzie miała opiekę cały czas, a nie tylko w dni robocze. 

I o dziwo, ten dom znalazł się niemal natychmiast. Dom zapowiadał się świetnie. Mądre podejście do kota i jego potrzeb. Duże doświadczenie w opiece nad kotami. Osiatkowany balkon. Lokalizacja na drugim końcu tego samego miasta. Ideał.

W czasie szczepień i badań jakie chciałam Kici wykonać przed oddaniem jej do adopcji, okazało się niestety, że Kicia wymaga jeszcze leczenia. Zainteresowany Kicią potencjalny Dom stały dostał informację o tej sytuacji i zadeklarował, że na Kicię poczeka.

Leczenie było długie, trwało aż 8 tygodni, i uciążliwe dla Kici. Powtarzałam jej jednak, że czeka na nią super nagroda w postaci wspaniałego domu na zawsze.

A kiedy leczenie się szczęśliwie zakończyło, okazało się, że czar prysł: dom stały zamilkł. Nie wiemy co się stało, czy to może jakiś wypadek losowy uniemożliwił im kontynuację rozmów o adopcji Kici? 


Tak czy inaczej, Kicia znowu szuka domu ...



Przepiękne zdjęcia wykonała pro bono Magda Kasjaniuk.

sobota, 7 kwietnia 2018

Trochę inny coming out

Chyba już czas się przyznać.
Cóż.
Znowu jesteśmy domem tymczasowym.

Toffik
Tylko tym razem sytuacja jest trochę inna. Mamy w domu aż dwa tymczasowe koty, które nie są pod opieką żadnej fundacji. Po prostu biedaki przygarnięte prosto z ulicy, na której z pewnością zakończyłyby swój żywot dość szybko. Brak opieki fundacji oznacza, że sami musimy szukać im domu, pokrywać koszty utrzymania i opieki weterynaryjnej. Jako że wspieram różne fundacje, zdarza nam się korzystać z doraźnej pomocy (np. wizyta wet po preferencyjnych stawkach fundacyjnych) ale co do zasady - koty i "kłopot" z tym związany są moje.

Trochę już pisałam o tych biedaczkach TUTAJ. Co było dalej? Poza oklaskami i wyrazami poparcia dla ratowania kotków nie dostaliśmy żadnej pomocy - propozycji domu tymczasowego, nic. Sąsiadka zdecydowała się wziąć na stałe jednego z kociaków (tego który najbardziej rokował na oswojenie z człowiekiem), natomiast pozostałe dwa "dzikusy" nie miały żadnych perspektyw. Więc je wzięłam do siebie. Przez kilka miesięcy były intensywnie socjalizowane z człowiekiem, aby maksymalnie dobrze je przygotować do adopcji. Jak to wyszło? Nieźle. Z nieoswojonych kotów przerażonych człowiekiem i reagujących na niego agresywnie zmieniły się w koty, które co prawda są bardzo płochliwe, ale dają się głaskać (jeden z nich systematycznie pokazuje brzuszek do miziania - kociarze rozumieją jaki to postęp w oswajaniu kotka).

Karmelek

Wciąż im jednak daleko do miziastych mruczusiów, o które zabiegają wszyscy szukający kota do adopcji. Dodatkowo, potencjalny dom stały musiałby być doświadczonym domem zdecydowanym zainwestować czas w socjalizację kociastych, oraz gotowym zaakceptować fakt, że kotki nie odczuwają potrzeby bycia bardzo blisko człowieka. Chętnych na razie brak.

I tak oto młode, zdrowe i ładne koty o niekłopotliwym usposobieniu wciąż czekają na dom...







Przepiękne zdjęcia wykonała pro bono Magda Kasjaniuk.



niedziela, 25 marca 2018

6 miesięcy


Przez sześć miesięcy nic się na tym blogu nie działo. Nie zamierzałam przestać pisać, no ale cóż - tak się złożyło, że walczyliśmy na innych frontach. Na blogowanie nie starczyło już ani czasu ani siły.

Co się zmieniło w życiu kociastych?

Oj, wiele. Choćby to, że mieszkamy wciąż w tym samym mieście ale już w innym mieszkaniu. Kociaści kolejną przeprowadzkę znieśli dzielnie. W nowym miejscu mają balkon ale jeszcze z niego nie korzystają bo nie jest osiatkowany - to odłożyliśmy do wiosny, a ta niespodziewanie  już nadeszła.

Udało nam się też znaleźć lekarza weterynarii, który - a właściwie to: która, bo była tym lekarzem dzielna kobieta - nie bała się pobrać Ryjeczkowi krwi do badania. Ba, udało się nawet pobrać mocz bezpośrednio z pęcherza. Tak więc Ryjek nareszcie został przebadany i nareszcie mamy weterynarza, do którego można z tym walecznym kocurem jeździć. Niestety jego choroba nerek postępuje.

Oba kocurki mają się w miarę dobrze, nadal są w przyjaznych relacjach, a od kilku dni ich głównym zajęciem jest próba sforsowania drzwi balkonowych. Na szczęście akcja siatkowania balkonu już wkrótce. Podobnie jak kolejne relacje z życia duetu L&R.



Dom szuka kota? Album z kotami czekającymi na nowych opiekunów można obejrzeć TUTAJ.



poniedziałek, 18 września 2017

Nigdy nie będzie takiego lata

Lato przeminęło nie wiadomo kiedy. Kociaści za wszelką cenę próbują spędzać czas na balkonie, mimo niepogody. Ostatnio Larry się zaziębił i nie obyło się bez wizyty u weterynarza. 
Ech. Wszystko co dobre szybko się kończy... I w życiu kociastych, i w życiu w ogóle.





A tu smaczek dla tych, którzy rozpoznali inspirację :